Forum
 

Górnik z czystym sumieniem...

Jak podała „Gazeta Wyborcza”, Arka Gdynia, która w drugiej lidze na potęgę korumpowała arbitrów, po awansie do ekstraklasy, zapłaciła panu z gwizdkiem „tylko” za jeden mecz. Z materiałów, do których dotarła Gazeta wynika, że Robert W. za prowadzenie meczu Arki z Górnikiem Zabrze dostał 20 tysięcy złotych. Mecz został rozegrany 29 października 2005 roku, a Arka pokonała zabrzan 3-0. Co ciekawe, po tym meczu pracę na Roosevelta stracił trener Marek Wleciałowski.
- Dzisiaj mogę się tylko uśmiechnąć… - powiedział dzisiaj Wleciałowski, od dłuższego czasu pracujący w chorzowskim Ruchu, klubie któremu był wierny niemal przez całą piłkarską karierę. – Nie chcę wracać do tamtego meczu, choć taka informacja powoduje, że na niektóre sytuacje patrzy się nieco inaczej. Na pewno ciekawie byłoby zobaczyć dziś jeszcze raz ten mecz na kasecie, poukładać sobie pewne fakty. Z drugiej strony byłoby to grzebanie w trupach – Wleciałowski nie bardzo chce wracać do wydarzeń sprzed blisko 1,5 roku. Pamięta jednak, że był to gorący teren. – Trudno się w Gdyni grało. Pod każdym względem. Boisko, trybuny… Bramki straciliśmy w samej końcówce – dodaje Wleciałowski.
Dla Arki, która po awansie nie potrafiła wygrać na własnym boisku żadnego meczu, była to pierwsza wygrana w ekstraklasie przed własną publicznością po 23 latach, a prasa pisała o szczęśliwej ręce trenera Wojciecha Wąsikiewicza. – Jeżeli chodzi o stracone bramki, to mogliśmy mieć pretensje tylko do siebie. Czy w innych okolicznościach pracowałbym nadal w Zabrzu? Tego się pewnie już nie dowiem, ale do nikogo nie miałem pretensji. Dla mnie sam fakt, że w tak młodym wieku dostałem szansę prowadzenia Górnika w lidze był dużym wyróżnieniem – kończy trener zabrzan.
Prezes Zbigniew Koźmiński, który wówczas pracował w Zabrzu na meczu w Gdyni nie był. Zaprzecza, jakoby po tym meczu zapadła decyzja o odejściu Marka Wleciałowskiego. – To była seria nieudanych spotkań Górnika. Marek był młodym trenerem. Po świetnym początku, przegrywaliśmy sporo spotkań. Chyba wtedy sytuacja nieco zaczęła go przerastać. Płacił frycowe, jak każdy, choć szczególnie na początku byliśmy pod wrażeniem tego co robił – Koźmiński dodaje, że Wleciałowski w praktyce sam podjął decyzję o odejściu z Górnika. – To, co Marek robi dziś w Chorzowie pokazuje, że postawienie na niego nie było błędem. Cały czas się rozwija.
Miejsce Wleciałowskiego na trenerskiej ławce zajął kilka dni później Marek Motyka. Koźmińskiego martwi jednak coś innego. Prezes Arki, Jacek M. był członkiem ścisłego kierownictwa władz spółki Ekstraklasa SA, gdzie działał razem z Koźmińskim. Obaj panowie bardzo często się spotykali, łączyły ich koleżeńskie stosunki. Pytany, czy nie czuje się dziś oszukany przez kolegę, były prezes zabrzan mówi: - Nawet trudno to komentować. Działaliśmy razem, mieliśmy naprawiać polską ligę. Słowa, że to smutne i tragiczne są za małe… Na szczęście zawsze od panów z gwizdkiem byłem daleko. Kompletnie nas to nie interesowało. A, że Górnik był finansowo słaby, dochodziły różne sygnały. Gdzieś czytałem, że kręcili nas też w Łęcznej. Ponoć są na to dowody… Górnik przynajmniej może z czystym sumieniem spojrzeć dziś w lustro – kończy Zbigniew Koźmiński.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online