Forum
 

Podedworny: Moje serce wytrzyma

Tego jeszcze nie było. 65-letni Zdzisław Podedworny będzie trenerem piłkarzy Górnika Zabrze. "Spokojnie, spokojnie. Nie jestem trzęsącym się starcem" - uspokaja najstarszy szkoleniowiec w Orange Ekstraklasie – czytamy w Dzienniku. 

Gratuluję. Na dzień dobry został pan rekordzistą ligi.
- Pierwsze pytanie i już o wiek? Mam swoje lata, ale czuję się czterdziestolatkiem. Gdybym z panem zagrał w tenisa, to mógłbym pana nieźle po korcie przegonić. Chociaż w nogę to już pewnie nie dałbym rady.

Ale pan został trenerem piłkarskim, a nie tenisa.
- Jeszcze dam radę uderzyć, dośrodkować. Spokojnie, spokojnie - nie jestem trzęsącym się starcem.

Skąd moda na doświadczonych trenerów? Pan ma 65 lat, Orest Lenczyk 64, do niedawna pracował też 64-letni Marcin Bochynek. No i jest Beenhakker, młodszy od pana zaledwie o rok.
- Trener reprezentacji Czech Karel Brueckner jest nawet starszy ode mnie, Otto Rehhagel też. Moim zdaniem w pewnym momencie za szybko zrezygnowano z naszych roczników i teraz ktoś zrozumiał ten błąd. Bo był taki trend, że tylko młodzi się do czegoś nadają. To nieprawda, chociaż ja też zaczynałem młodo - zostałem trenerem Górnika Zabrze, jak miałem 38 lat. Poza mną pracowali w klubach sami starsi panowie. Wtedy też byłem rekordzistą ligi - najmłodszym trenerem. Jak te lata lecą.

Wtedy bardziej pan przeżywał objęcie zespołu czy teraz, gdy wraca pan na scenę po latach?
- Wówczas to nastąpiło łagodnie. Najpierw byłem asystentem pana Władysława Żmudy. I jak to się zdarza, podziękowali mu. Przejąłem zespół i ileś tam lat z nim pracowałem. A teraz? Panie redaktorze, czy się trenuje juniorów, czy seniorów, to stresy są takie same. Przychodzę z obawą i nadzieją. Zawsze tak było. A w paru miejscach to ja już pracowałem. Nie wiem, czy znajdzie pan drugiego trenera z takim cv jak ja. Ruch, Górnik, GKS, Olimpia Poznań, Polonia, Tunezja, Katar, Kuwejt, Emiraty Arabskie...

Zapomniał pan o ostatnim klubie, Koszarawie Żywiec.
- Człowiek robi w życiu błędy i ja niejeden zrobiłem. Nie powinienem tam iść. Nie można się tak zniżać. Przypomina mi się, jak kiedyś pracowałem w Tunezji, w Esperance Tunis. Zrobiłem mistrzostwo, puchar, rok później znowu mistrzostwo z przewagą kilkunastu punktów. I w tym drugim sezonie prezes do mnie mówi: – Zrobi pan dublet, to zostanie na następny rok. I ja w półfinale pucharu nieszczęśliwie przegrałem 0:1. A układ był jasny - praca za dublet, po męsku zagraliśmy! No to rozstaliśmy się, a ten zbudowany przeze mnie zespół zdobył rok później mistrzostwo Afryki. Do czego zmierzam - po jakimś czasie przyjąłem propozycję z drugiej ligi Tunezji. Przyjaciele mi mówili: - Nie rób tego, nie ten rozmiar kapelusza. I to była prawda. Z Koszarawą to samo - człowiek z górnej półki nie może iść do czwartej ligi.

Jeden ze starszych trenerów mawia: - Nie chce mi się pracować w takich klubach, bo trzeba zaczynać od nauczenia piłkarzy, że należy spuszczać wodę w toalecie.
- No właśnie, trzeba się szanować.

Przejdźmy do najważniejszego - po co to teraz panu? Nie lepiej wnukami się zająć, książki czytać? Po co panu babranie się w tej polskiej lidze, uchodzącej za bagno?
- Ja panu powiem jedno: w Canal+ widziałem dziewięćdziesiąt procent spotkań i uważam, że to nie jest głupia liga. To już nie te czasy, że się do Lublina jechało na mecz z Motorem i grało o jedenastej przed południem. To mogło być wtedy dobre? No nie! A teraz warunki są idealne: sztuczne oświetlenie, równe boiska, można grać kiedy się chce. W dodatku przyszedł do nas pan z wielkim nazwiskiem i wziął kilku chłopaków do kadry. Teraz wszyscy czują, że warto się starać. Mało tego. Niedawno żona coś sobie tam robi w domu, a ja mecz oglądam - nagle gol, po chwili drugi, trzeci... I ona, choć piłką się nie interesuje, mówi: – Ale teraz to chyba lepiej grają w piłkę, Zdzisiu? Normalni ludzie to dostrzegają.

Już można pana nazywać trenerem Górnika? Kilka lat temu w Stomilu podobno się przeciw panu zbuntowali po kilku treningach. I trenerem pan ostatecznie nie został...
- Kto to mówi? Kto takie bzdury wygaduje? Ja panu powiem, jak było. Zaczęli ze mną rozmawiać. Jadę 500 kilometrów do Olsztyna i spotykam się z zarządem. A ten zarząd, proszę pana, to ósma klasa podstawówki. O wszystkim mi gadają, ale o niczym tak naprawdę. W tej sytuacji wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Dzień później znowu telefony, prezydent miasta dzwoni, jeden zawodnik. Mówią mi: Wracaj. No to znowu przyjechałem i spotkałem się z prezesem, co chyba dealerem nissana był. Bla, bla, bla. Kręcił i kręcił. No to wróciłem.

Miał pan pecha do klubów kiepsko zorganizowanych. W Polonii Warszawa też się pan nacierpiał.
- Ja byłem tam przez cztery miesiące i przed każdym treningiem wstawał piłkarz i pytał: - A pieniądze to kiedy dostaniemy? Potem przyszedł inny trener i się kasa znalazła, ale za moich czasów jej nie było. I co ja mogłem wykrzesać z zawodników?

I teraz, po doświadczeniach ze Stomilem i Polonią, decyduje się pan na Górnika? Coś pan nie umie uczyć się na błędach.
- Człowiek sobie zawsze zakłada: a nuż się uda. Jak nie wyjdzie, to będziecie sobie dworować z Podedwornego.

Na razie na pewno tematem numer jeden będzie pana wiek. Przecież pan był trenerem w czasach, kiedy w polskiej lidze grał Kazimierz Deyna.
- A, oczywiście. Deyna to wielki piłkarz był, wielki. I pamiętam, jak graliśmy na Legii, ja byłem asystentem w Górniku, i Suchanek go wyrzucił z boiska. Czerwoną kartkę pokazał Deynie na Łazienkowskiej! Panie redaktorze, to było głośne jak afera rozporkowa. Ale Suchanek go słusznie wyrzucił. Są takie momenty, że piłkarz – choć wielki - nawala. Żeby nie było, że na czasie nie jestem, popatrzmy na Zidane'a. A ten mecz na Legii to był chyba 1975 albo 1976 rok. A ja w lidze zacząłem pracować już w 1967 roku, w GKS Katowice.

To pan nie tylko Deynę, ale nawet Brychczego czy Pohla pamięta.
- Jasne, jasne. Będzie 40 lat, jak pracuję w piłce. I niech pan powie: kto może wiedzieć o niej więcej?

Dużo się zmieniło przez te lata?
- A zmieniło. Rozmawiałem ostatnio z moim przyjacielem Antkiem Piechniczkiem i uznaliśmy, że teraz piłka jest dużo szybsza. Ale taktyka to się wcale nie różni. Różnica największa jest taka, że kiedyś jak się wygrywało, to można było piłkę walnąć gdzieś za boisko i ktoś po nią zasuwał. Trzy minuty się zyskało. A teraz stoją ci chłopcy i piłki od razu podają. A poza tym to samo. Powiem panu jeszcze – kiedyś się naprawdę ciężko pracowało.

I w Górniku będzie ciężka praca?
- Ja jestem taki człowiek, że jak się pan ze mną umówi na 19.13 i pana nie będzie o 19.13, to odjazd. Dyscyplina. I tej dyscypliny będę wymagał. No i pracy też. Ale piłkarze są optymistami, to i ja jestem. Nie pękam, jak to się mówi.

źródło: Dziennik



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online