Czarny dzień Janka

Jan Cios (fot. drożdżal)Opinia po meczu Korona Kolporter Kielce - Górnik Zabrze jest zgodna: to był bardzo interesujący mecz. No ale od wrażeń artystycznych punktów nie przybywa, więc górnicy wracali z Kielc w podłych nastrojach i ze świadomością, że sami podarowali rywalom punkty. - Jak może być inaczej - mówi trener Marek Motyka - skoro na terenie tak trudnego rywala zdobywa się dwie bramki, a mimo to wraca z pustymi rękami?

Nie da się ukryć, że niemal całą winę za końcowy rezultat muszą wziąć na siebie obrońcy, a zwłaszcza Jan Cios, który - eufemistycznie mówiąc - nie miał swojego dnia.

- To rzeczywiście był czarny dzień Janka - potwierdza Marek Motyka. - Dwa kuriozalne błędy przesądziły o stracie bramek i naszej przegranej. Uważny obserwator zorientuje się przecież, że na pewno trzy spośród czterech bramek zdobytych przez Koronę, były naszymi prezentami. A zresztą i czwarta to następstwo błędów w kryciu.

Sporo wątpliwości nasunął rzut karny podyktowany przy stanie 1:0. Błażej Radler, owszem, dał się nabrać na zwód Roberta Bednarka, ale trudno powiedzieć, że w dalszej fazie tego pojedynku go faulował. - Oglądałem tę sytuację na telewizyjnych powtórkach i rzeczywiście mam wątpliwości - ciągnie trener Motyka. - Radler na pewno nie atakował nieprzepisowo rywala, choć ja ujmuję to tak, że pozwolił sędziemu się pomylić. Ten, znajdując się pod presją publiczności, po prostu zagwizdał.

Ale nieszczęścia dopełniło kilka chwil wcześniej szybkie zejście z boiska Artura Prokopa. - Artur w ogóle zagrał na własną prośbę, mimo kontuzji śródstopia i ze świadomością, że skoro nie ma na boisku Juszkiewicza, to on musi pomóc - tłumaczy Motyka. - Ale kto mógł przewidzieć, że po niespełna 10 minutach będzie musiał zejść z boiska na skutek kontuzji kolana?

Ten mecz to jednak generalnie dowód na to, że w defensywie Górnika, choć nie tylko w niej, powinny nastąpić gruntowne zmiany. - To nie jest takie proste - kontynuuje Marek Motyka. - Kiedy w czerwcu rozsypał się poprzedni zespół, ściągnęliśmy do klubu wielu nowych zawodników, w tym również doświadczonych obrońców. A zatem kolejne zmiany będą miały sens, jeśli w ich miejsce przyjdą o klasę lepsi. Jeśli nie, to trzeba będzie po prostu pracować nad eliminowaniem błędów indywidualnych, po których traciliśmy bramki, nie tylko zresztą w Kielcach. A nowi i lepsi zawodnicy przyjdą tylko pod tym warunkiem, że poprawi się finansowa sytuacja Górnika. Koło się więc zamyka.

Krzysztof Bukalski powiedział po meczu w Kielcach, że bardzo realne było zdobycie w rundzie jesiennej co najmniej trzech punktów więcej. Dzięki nim zima byłaby inna, spokojniejsza. Przypomnijmy, że Górnik przegrał na własnym boisku z Arką i Pogonią, zremisował z Odrą i Widzewem, a więc w meczach, w których zakładano zdobycie punktów. Gdyby one były teraz na koncie, sytuacja w tabeli i nastroje na Roosevelta byłyby zupełnie inne.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online